Hejo


Link 18.06.2009 :: 11:01 Komentuj (3)



[Foto by D. Miszczyk]


 


Witamy wszystkich ktorych obchodzi nasz marny los...


a takze tych, ktorzy trafili tu przez przypadek.


 


Na wstepie wypadalo by sie przedstawic:


Danusia to zwariowana dziewczyna,


a Andrzej to "krejzi" chlopak.


 


Zyczymy milego ogladania i czekamy na komentarze.


 


Buziaki dla naszej paki;)  


D&A


 



Nasza dluga podroz do...


Link 18.06.2009 :: 11:50 Komentuj (2)

Zapewne wszyscy wiecie doskonale ze wybralismy sie na czteromiesieczna wycieczke do Australii. Bedziemy sie starli  na bierzaco informowac Was co u nas slychac i zamieszczac fotki z naszych wypraw zebyscie tak szybko nie zapomnieli jak wygladamy. [startujemy z lekkim poslizgiem ale w sumie i tak jestesmy 8 godzin do przodu]


10-12.06.2009


Podroz zapowiadala sie ciezko  - 27 godzin w samolocie brzmialo groznie ale pomimo naszych obaw lot minol nam bardzo przyjemnie. To chyba dzieki temu ze uswiadomilam
Andrzejowi ze alkohol w samolocie jest w cenie bieltu:) Dosc dlugo nie moglismy uwierzyc ze lecimy do Sydney i czasami jeszcze do tej pory zastanawiamy sie czy tu dolecielismy - o tych spostrzezeniach bedziemy pisac pozniej. Najgorsze w calej podrozy bylo pieciogodzinne czekanie na lotnisku w Ladku Zdroj na Heatrhrow:)
Nudne czekanie odrobilismy sobie w powietrzu,  na nasze szczescie przy kazdym fotelu w samolocie byly telewizory i moglsimy ogladac sobie filmy, seriale, sluchac muzyki a nawet grac w golfa. 


 Po drodze do Australi mielismy okazje zoabczyc wiele znanych miejsc: Big Ben, Golden Gate w San Francisco [nawet mamy fotki:)], Siedmiogwiazdkowy Hotel w Dubaju a takze wschod slonca na wyskosci 10000m. 


W sumie z samolotu wyszlismy calkiem wypoczeci i najedzeni:) no i wbrew naszym przypuszczeniom bagaze dotraly razem z nami [to dzieki naklejce PRIORITET ktora dostalismy od sympatycznego pana na lotnisku w Warszawie, w druga strone nie bedzie juz pewnie tak pieknie].


                        Na znieczulenie sie w podrozy.[Foto by Danusia]


                             


Myslami juz w Australii [Foto by Danusia]



                              Na lotnisku w Londynie prawie jak w domu. [F by D]


                             


Krotki wypad do San Francisco. [F by A]



                           Nie kazdy mial okazje spac pod mostem "Golden Gate" [F by D]


                                


W trakcie lotu stery przejela nie jaka Danuta P. [F by A]



                                Wschod slonca. [F by zaspany Andrzej]


                                 



13.06.2009


Link 18.06.2009 :: 11:58 Komentuj (0)

Co do pierwszych wrazen z Sydney to australijczycy sa bardzo przyjazni i
pomocni nawet wtedy kiedy nie potrzebujemy pomocy. Zastanawiamy sie czasem czy
wygladamy rzeczywiscie tak zle, ze kazdy sie nad nami lituje, ale chyba to ich
naturalne sklonnosci co zrszta jest bardzo mile. Ich zima jest calkiem
przyjemna w ciagu dnia bylo dzis tak cieplo ze zastanawialam sie czy nie zalozyc
kostiumu kapielowego. Wieczory i poranki sa znacznie chlodniejsze ale zawsze
pocieszajace jest to ze dzien jest cieplejszy. Tak w ogole to wszyscy to
narzekaja ze jest zimno a nam sie wydaje ze momentami jest zdecydowanie cieplej niz
w Polsce jeszcze tydzien temu.
Dzisiaj bylismy na spacerze w  centrum i oczywsicie
dotralismy do Opery, moglismy ja nie tylko zobaczyc ale nawet dotknac:)


Po poludniu mielismy poslkie spotkanie przy grillu znaczy przy barbecue. Malgosia i
Krzys u ktorych mieszkamy zaprosili swoich bliskich, znajomych i razem
spedzilismy czas. Moglismy tez powymienic sie naszymi wrazeniami.


Danusia jest bardzo smutna poniewaz do tej pory nie udalo jej sie zobaczyc
kangura ani misia koali, musiala sie zadowolic tylko wszech ogarniajacymi ich
obrazkami i lisciami eukaliptusa ktore pachna jak szampon do wlosow:) Ze
zwierzat widzielismy w botanic garden stado ogromnych nietoperzy  ktore nie dosc ze
strasznie halasowaly to jescze lataly nad naszymi glowami czego panicznie bala sie
Danusia, ale dzieki temu Andrzej w koncu mogl sie poczuc jak prawdziwy mezczyzna broniac swoj ukochanej kobiety przed groznymi napastnikami:)


Sydney Tower [F by A]


Australijczycy to leniuchy zamiast normalnie chodzic korzystaja z eksprespath czyli ruchomych chodnikow. [F by A]



Gdyby nie Ci turyscie bylby calkiem ladny widok...


[F by D+statyw]



Jak oni to zrobili, tyle kafelkow. [F by D]



Dlaczego opera tak blyszczy oto rozwiazanie: ceramiczne kafelki. [F by D] 




Kocyk zwiniety z samolotu Emirates niezle sie spisuje. [F by A]



w Sydney nie ma juz miejsca wiec kwiaty rosna na drzewach. [F by A]



Kolejna czesc przygod Batmana: Batman z Sydney atakuje! [F by A]



Kwiatek z "Botanic Garden". [F. by A]




14.06.2009


Link 18.06.2009 :: 12:16 Komentuj (0)

Dzisiaj Krzysztof zabral nas na krotka wycieczke, niestety nie bylo zbyt dobrej
pogody...
Wybralismy sie na Bondi Beach czyli najbardziej poplularnej plazy w Sydney. Szkoda ze nie bylo wiecej slonca bo moze nawet wskoczylisbysmy do wody...Z tego co sprawdzalismy
temperatura wody byla cieplejsza niz latem w naszym wspanialym polskim morzu. Oczywiscie wzdluz calego wybrzeza plywali w piankach serferzy choc nie bylo za duzego wiatru dzielnie siedzieli w wodzie i czekali na lepsze fale. Pomimo tego ze serferzy nie byli bardzo aktywni i tak milo bylo popatrzec...(napisala Danusia) Z daleka wygladali jak foki i tylko czekalismy az podplynie jakis rekin wtedy mielibysmy dodatkowe atrakcje, ach moze nastepnym razem:)


 


Podobno to najlepsza plaza w Sydney, my jednak jestesmy innego zdania.  [F by A]



Zgadnijcie kogo Danusia tak wypatruje w oceanie. [F by A]



Ach Oh ech... Ci boscy surferzy...  [F by D]



A to glowna atrakcja Bondi Beach. Sufer z Polski: Oto przed Panstwem


BOSKI  ANDREW SZWACINSKI [F by D]



Prosze wpatrzec sie w szczegoly. Coz za uchwycenie chwili! [F by A]




16-18.06.2009


Link 18.06.2009 :: 12:37 Komentuj (2)

W poniedzialek po milym weekendzie i zwiedzaniu Sydney zaczelismy konfontacje z naszym angielskim.
Do tej pory caly czas bylismy glownie w towarzystwie polskim wiec ciezko
bylo nam sie sprawdzic, ale pierwsze koty za ploty, nie jest z nami tak zle:) Radzimy sobie naprawde dobrze, szczegolnie Andrzej sam siebie zaskakuje!
Jak do tej pory nie odczuwamy jakies diametralnej roznicy pomiedzy Sydney a
miastami europejskimi, i tak caly czas twierdze, ze dopoki nie zobacze kangura albo ew. misia kolalii to nie uwierze ze jestem w Australii. Czasami wrecz czujemy sie jakbysmy byli gdzies w Azji a nie w Sydney bo ze  wszystkich stron atakuja nas skosne oczy... (a Aborygenow ani sladu) po powrocie bedziemy chyba mowic nie z australiskim akcentem tylko tajskim. Ostanio na kursie zaczepily mnie jakies Koreanki i dziwily sie ze mam blond wlosy, chcialam im powiedziec ze moje wlosy nie maja koloru blond lecz zloty blond ale nie chcialm byc nie mila przy pierszym spotkaniu. W mojej grupie jest jeden Kolumbijczyk, Koreanka, Chinczyk i stado Tajlandyczkow wiec  nie dziwne ze roznie sie znacznie od reszty...


Nasze najnowsze odkrycie: W Australii bardzo ciezko dostac kartki w kratke wiekszosc sklepow sprzedaje  jedynie w linie. Ciekawe dlaczego??? Stwierdzilismy, ze zaczniemy sprowadzac zeszyty w kratke do Australii i zbijemy na tym fortune:)



19.06.2009


Link 19.06.2009 :: 14:43 Komentuj (1)

Chcielibysmy sie z Wami podzielic naszymi nowymi spostrzezeniami co do Australii. Bedziecie sie mogli przez chwilke poczuc jak byscie byli razem z nami, taki rodzinny wyjazd na wakacje:)


Moze zaczniemy od tego co dokucza na najbardziej. Chleb w Australii jest okropny!!! Juz tesknimy za polskimi buleczkami. "Mamo, prosze przeslij mi gorace kajzereczki!!! Moze chociaz jakas malutka paczuszke..."


Po drugie czujemy sie oszukani, i nie chodzi tu tylko o kangury i misie koala ale rowniez o Sydney. Zorientowalismy sie, ze nie dolecielismy do Sydney ale do "Sydni" poniewaz wszyscy dookola tak wymawiaja ta nazwe. To wszystko to chyba jakas Tajlandzka podrobka:) Mamy jednak nadzieje ze jutro w loterii australijskiej wygramy glowna nagrode w wysokosci 20 milionow $ i zapalcimy wszystkim zeby odpowiednio sie wyslawiali!


Dzis zaczal sie dla nas weekend wiec mamy nadzieje ze pogoda dopisze i bedziemy mogli wybrac sie na wspaniala wycieczke do Sydni oraz zorobic mnostwo fotek!!!


 


Slonce, palmy w takich miejscach Danusia szuka pracy;) [F by A]




20.06.2009


Link 20.06.2009 :: 13:20 Komentuj (4)

Pogoda w Sydney z tego co slyszymy ostanio przypomina ta w Polsce, wiec jak na razie nie tracimy pieknego slonecznego lata. Jak zaobserwowalismy Australijczycy czuja zime w pelni. Na nie ktorych ogrodkach i domach mozna zobaczyc Bozonarodzeniowa dekoracje - Swiety Mikolaj i zaloga reniferow wymiata!!! Nie ma to jak oszczednosc czasu i trzymanie dekorcaji w widocznym miejscu przez caly rok. We wish you a Merry Christamas...:)


Dzis wybralismy sie na wycieczke do pobliskiego parku [cos w stylu Parku na Kole]. Odkrylismy miejsce gdzie mozemy wziac slub:) Celebrete Center stoi dla nas otworem[ ale nie martwcie sie nie zrobimy wam tego] oraz na kilkadzisiat stanowisk do barbecue z przygotowanym drewnem a nawet z wiatkami i laweczkami. Kielbachy w dlon i na picnic!!!Przez caly czas poszukiwalismy dzielnie koali wiszacych na eukaliptusach oraz kangurow skaczacych pomiedzy drzewami, niestety nic z tego:( Czyjemy sie zawiedzeni. Sptkalismy jednynie jakies ptaszki ktore odrebinke sepily, kroliki i slady jakiegos dzikiego zwierza - pewnie to kangur!


Caly czas mamy problem z okresleniem kierunku z ktroego bedzie nadjezdzal samochod. Jak wiadomo jest tu ruch lewostronny a w centrum wiekszosc uliczek jest jednokierunkowych co utrudnia nam wypracowanie odpowiedniego odruchu patrzenia w PRAWA strone. Dobrze ze Danusia ostanio chodzi w czrwonej kurtce [ze wzgledu na deszcz] to sprawia ze jestesmy bardziej widoczni dla kierowcow:)


Andrzej wpadl na genialny pomysl zeby Danusia zrobila tu prawo jazdy. Wydaje sie to znacznie prostsze niz w Polsce poniewaz: trzeba zadac egazmin teoretyczny a pozniej mozna jezdzic do woli normalnym samochodem [musi miec tabliczke L przy rejestracji] tylko z osoba posiadajaca prawo jazdy. Pozniej kiedy chcesz zdajesz egazmin praktyczny i juz mozesz jezdzic samodzielnie. Zastanawiamy sie tylko nad jednym, czy tak jak w wiekszosci samochodow pojazd egazminacyjny rowniez ma automatyczna skrzynie biegow, jesli tak to chyba Danusia nie bedzie wachac sie zbyt dlugo. Gorzej jak wrocimy do Polski. Chyba nikt nie chcialby jechac z osoba ktora nie potrafi obslugiwac skrzyni biegow i jezdzi lewa strona drogi:)


Z niecierpliwoscia czekamy na wyniki Lotto, poniewaz dzis kumulacja 20 milionow a my kupilismy los. Oczywiscie ze zwycieskimi numerami:) Andrzej przezywa najbardziej ze nie ma tu mozliwosci wyslania jednego zkladu z 6 cyframi. Minimum to cztery zaklady lub jakis wybrany system. To dosc skomplikowane i dalej do konca tego nie rozumiemy ale najwazniejsze ze mamy juz swoj szczesliwy los!


UWAGA! UWAGA! KONKURS Pierwsza osoba ktora skomentuje dzisiejszy dzien ma szanse otrzymac 10% naszej zwycieskiej wygranej. Wiec do dziela kto pierwszy ten lepszy:)


 


 


Gdzie jest Mr Coala? [F by A]


 


Darmozjad, dasz mu cokolwiek zleci sie cala banda. [F by A]


 


Po prostu Danusia w buszu. [F by A]



22.06.2009


Link 22.06.2009 :: 12:25 Komentuj (1)

Po deszczowym weekendzie wrocilismy do naszych codziennych obowiazkow: pilna nauka i poszukiwanie pracy [jak na razie niestety jeszcze nie mamy konretnego odzewu, ale sa dobre znaki wiec nie powinno byc z nami zle. Pieniedzy mamy jeszcze calkiem sporo, dach nad glowa, jedzienie, wiec nic do szczescia nie potrzeba.] 


W Sydney  [czyt. Sydni] zawitlao dzis slonko, a ladna pogoda pozytywanie nastrajala do zycia!!! Kiedy nie pada jest naprawde bardzo bardzo przyjemnie, temeratura "w sam raz"  jedynie Andrzej narzeka ze slonce go oslepia, ale dzielnej Danusi to zupelnie nie przeszkadza, wiec ma nadzieje ze sloneczna pogoda nie opusci jej szybko!!!


Dzis podczas kursu Danusia dowiedziala sie o bardzo waznym wydarzeniu, ktore bedzie mialo miejsce w Sydney - wiadomosc szczegolnie istotna dla fanow muzyki. Uwaga!!! Uwaga!!! W Lipcu w Australii koncertowac bedzie Britney Spears!!! Niestety dowiedzielismy sie ze bilety kosztuja 700$ [w przeliczeniu na zlotowki trzeba pomnozyc wartosc przez ok. 2,5], wiec chyba nie bedziemy mogli uczestniczyc w tym wspanialym muzycznym wadarzeniu. Hlip hilp, szloch, szloch:( Ciezko nam bedzie sie pogodzic z ta strata...No jest jeszcze nadzieja w WAS naszych wspanialych czytalnika!!! Zawsze mozecie nas wesprzec finansowo przesylajac fundusze na nasze australijskie konto:) Liczymy na Wasza pomoc zawsze oddani D&A:)



24.06.2009


Link 24.06.2009 :: 12:06 Komentuj (1)

Troszke ostanio Was zaniedbujemy i zadziej dzielimy sie naszymi wrazeniami z pobytu w Asutralii ale codzienne obowiazki  biora czasem gore. Nie znaczy to jednak ze o Was zapomnielismy - skad ze znowu!!! Tak naprawde w ostanich dniach nie wydarzylo sie nic fascynujace. 


Po ponad tygodniu zaczelismy przyzwyczajac sie do podrozy z Doonside [miejscowosci w ktorej mieszkamy] do Sydney. Jazda pociagiem zajmuje od 35 do 50 min, w zaleznosci od typu pojazdu. Uswiadomilismy sobie ze w tym czasie mozna wiele zrobic...   Nauczylismy sie ze nie mozna siedziec bezczynnie, czas spedzony w pociagu trzeba zagospodarowac, przeciez w trakcie jazdy mozna: spac,  utrwalanic wiadomosci z zajec, jesc sniadanie... Z kazdym dniem lista robi sie coooraz dluzsza. Czasami zachowujemy sie jak babcie atakujace miejsca w komunikacji miejskiej, w koncu czasami trzeba powalczyc o komfort jazdy a szczegolnie w godzinach szczytu:) Pewnie po powrocie zadna babauszka nawet uzbrojona w parasolke czy siaty z zakupami z bazaru nie bedzie miala z nami szans:) Takie doswiadczenie napewno sie przyda na "stare lata":) Jesli ktos bedzie mial ochote po powrocie mozemy zorganizowac krotkie szkolenie.


 


Zaprzyjazniona stacja Doonside [Foto by A]



 



26.06.2009


Link 26.06.2009 :: 12:20 Komentuj (2)

Dzis mija drugi tydzien od naszego przyjazdu do Sydney.... W zwiazku z tym wybralismy sie do Parramaty [naszej ulobionej miejscowosci w dordze z Doonside do Sydney]. Od pierwszych chwil przypadala nam do gustu, choc w sumie nie wiemy dlaczego. Po prostu to byla milosc od pierwszego wejrzenia, to pewnie przez ta chwytliwa nazwe:) Odkrylismy w Parramacie cos w stylu secend handu, ale nie ubraniowego lecz z sprzetem elektronicznym, roznymi gadzetami do domu itp. Andrzej byl bardzo uradowany poniewaz znalazl stoisko z sprzetem do golfa, wcale nie takie male, i odkryl ze kije mozna kupic juz od 7 $ [az mu sie oczy zaswiecily ze szczescia:)]. Jednak dzis nie dokonal jeszcze zadnego zakupu. Kontynujac tematyke golfa przeslismy sie na pole golfowe ktore wypatrzylismy jadac pociagiem. Poniewaz teren jest ogolnodostpeny usiedlismy sobie na trwace, w dosc bezpiecznym miejscu i podpatrywalismy gre australjskich golfistow. Musimy przyzanc ze bardzo sie podbudowalismy!!! Po tym co zoabczylismy stwierdzilismy ze gramy naprawde calkiem niezle... Poza tym ze niektorzy gracze byli starzy, grubi i z trudem cigneli swoj wozeczek z kijami  [widzielismy nawet dziadka ktory mial elektryczny] wiekszosc zawodnikow nie popisywala sie swietnymi strzalami, w normie byly strzaly w krzaki czy unoszenie razem z pilka nawieszchni:) Mysle ze wszyscy off-golfersi moga czuc sie jak zawodowcy!!! Oczywiscie przy okazji zgarnelismy kilka zablakanych pileczek, wiec jesli nasz powrotny bagaz bedzie za lekki bedziemy miec w pogotowiu pileczki. Aaa i jeszcze jedna bardzo wazna sprawa. Nauczylismy sie ze prawdziwy golfista zawsze ma przy sobie PIWO!!! Tak zeby sie odstresowac przed kolejnym dolkiem oraz ugasic praganienie.


A teraz kilka spostrzezen odnosnie zycia w Australii. Chyba wam jeszcze nie wspominalismy o swiatalach i przejsciach dla pieszych. Otoz na wiekszych skrzyzowaniach bardzo czesto stosowany jest system, ze wszystkie swiatala dla pieszych zmieniaja sie w tym samym czasie. Kiedy pojawia sie zielone kazdy moze isc w strone ktora mu najbardziej odpowiada poniewaz caly ruch jest wstrzymany. Smiesznie to wyglada, a szczegolnie w godzianch szczytu, kiedy "na zielonym" ludzie ida przez srodek ulicy, bokiem, zygzakiem itp. Kazdy wybiera najwygodnijesza dla siebie dorge, i sposob dotracia do celu:) Ogolnie jest tez taka zasada ze jesli jest przejscie z pasami [w wiekszosci wypadkach sa swiatla albo brak oznaczen] jest to informacja dla kierowcow ze jest to jakies "wyjatkowe" skrzyzwoanie. I jesli sie juz zbilzasz do przjecia albo zaczynasz sie rozgladac czy nic nie jedzie wszyscy hamuja i czekaja az ty bezpiecznie przejdziesz na druga strone. Czsami to smiesznie wyglada, bo zastanawiasz sie jak isc rogladsz z ktorego kierunku cos nadjezdza a tu pisk opon!


Kolejna rzecza ktora zaobserwowalismy to porzucone wozki z supermarktetow. Poniewaz nie trzeba wkaldac monet ludzie zostawiaja je w roznych miejscach, ale zdecydownie najczesciej porzucone wozki znajduja sie w okolicach gorek [przewaznie ne dole czasami na szcycie]. Hmm ciekawe dlaczego...??? Stwierdzilismy ze narodowym sportem australijczykow sa rugby i zjazdy na sklepowych wozkach z gorek!!! Jesli wrocimy do Polski bez polowy zebow to znaczy ze sprobowalismy ktorejs z ww dyspcyplin:)


 


Pole golfowe polozone w srodku miasta. [F by D]



Niby pelen profesjonalizm ale jak nie wyjdzie uderzenie nie ma co sie martwic ustawimy pileczke tam gdzie chcesz. [F by D]




27.06.2009


Link 29.06.2009 :: 03:03 Komentuj (2)
Dzis Krzysztof i Magosia zabarali nas na wycieczke do Blue Mountains
[nie zapuszczalismy sie zbyt daleko, wybralismy sie do tej najblizszej czesci]. 
Andrzej byl bardzo szczesliwy poniewaz jechalismy terenowym samochodem 
z napedem na cztery kola, a przeciez on zawsze chcial miec taki samochod....ach te meskie zabawki... 
Na poczatku pojechalismy na polanke na ktorej podobno zawsze sa kangury, 
podobno bo tym razem ich nie bylo:
(niestety wszystkie uciekly poniewaz byla przygotowywana w tym miejscu 
impreza sportowa i wcale sie nie dziwimy 
ze kangury odeszly daleko od tego halasu i wstrentych ludzisk...)
 
Postanowilismy wiec przejsc sie troche buszem nad rzeke z nadzieja ze tam spotkamy jakies zwierze.
 Napotkalismy wiele sladow po kangurach w postaci kup, Andrzej stwierdzil ze niektore to prawdziwe
 dziela sztuki, ale zywe sie dzielnie ukrywaly. Pozniej pojechalismy na tars widokowy gdzie moglismy
 podziwiac tzw. doly australijskie (czyli gory tylko tutaj jedzie sie i jedzie mniej wiecej po plaskim i nagle
 hop i przed nami wielka dolina i dalej gory) :) Stracilsmy juz nadzieje na spotkanie Kangura i wracalismy 
zrozpaczeni kiedy przed samamym wyjazdem z parku male kangurzatka przeskoczylo nam doroge:) 
Dzialo sie to tak szybko ze Andrzej ktory trzymal w reku aparat, nie zdarzyl go zlapac, wiec puki co musi 
wam wystarczyc nasze slowo.
 
Wycieczke mozna wiec zaliczyc do udanych, cel zostal zrealizowany.
Teraz mozemy juz stwierdzic ze naprawde jestesmy w AUSTRALII!!!
 
PS. tutaj macie linki do stron Krzysztofa (on ma troche lepszy aparat od naszego):
http://www.chrispano.com/
http://sinnerandhappy.com/
 
 
Wielki samochod i malutka Danusia [F by A]
 
 
Wielki eukaliptus i malutki Andrzej [F by D]
 
 
Danusia podziwia Blue Mountains. [F by A]
 
 
Andrzej nad przepascia. [F by D]
 
 
Malgosia i Andrzej podziwiaja widoki. [F by D]
 
 
Andrzej sie popisuje [F by D]
 
 
 
 
Krzysztof nigdy nie rostaje sie ze swoim aparatem [F by D] 
 
 
 
 Danusia odstrasza krokodyla;) [F by A]
 
 
 


28.06.09


Link 29.06.2009 :: 12:27 Komentuj (0)

Dzis postanowilismy nie maranowac slicznej  pogody i wybralismy sie na plaze Manly [na polnoc od Sydney] droga byla dla nas wyjatkowowo, wyjatkowo dluga. Z powodu remontu torow nie jezdzily  pociagi i jechalismy do miasta zamiast 50 min. prawie godzine wiecej. Ufff. To bylo naprawde traumatyczne przezycie, ale sie nie poddallismy i dzilnie zmierzalismy do celu!!!  Kiedy juz dotralismy na prom w strone Manly, a wrecz na niego wbieglismy w ostaniej chwili [prawie jak Leonardo diCaprio na Titanica], zycie stalo sie piekniejsze:) Plynac promem mozna zobaczyc cale miasto, a widoki sa naprawde bardzo ladne, gdyby nie turysici byloby w ogole bosko... Kiedy dotralismy na miejsce od razu obralismy kierunek OCEAN, w plecakach mielismy caly niezbedny sprzet do kapieli, wiec nie mielismy problemow z podjeciem decyzji gdzie isc na poczatku; Idziemy przywitac sie z rekinami, to nasz priorytet!!!! Gdy dotralismy na glowna plaze poczulismy sie troche oszukani poniewaz, hmm jakby to ujac dobrze w slowa, po prostu jej nie bylo. Byl przyplyw i niestety plaza zostala wchlonieta przez wode,  na szczescie w okolicy bylo sporo innych mniejszych plaz ktore nie zostaly porwane przez grozny ocean. Jednak musimy was rzoczarowac. Nie wskoczylismy do wody... Zamoczylismy stopy i stwierdzilismy ze woda jest troche chlodnawa, wiec poczekamy jeszcze zeby miec prawdziwa przyjemnosc z kapieli w otchlaniach oceanu... Oczywiscie w wodzie bylo mnostwo suferow ect. ale wszyscy byli wposazeni w pianki- spryciarze:) Po relaksujacym pobycie na plazy postanowilsmy isc buszem tzn.bushwalkiem do najadalej wysunitego punktu widokowowego osadzonego na skale. Sciezka wiedzie, jak to stwierdzilsmy, przez krzaczory. Idziesz: krzaki z prawej, krzaki z lewej i znowu krzaki z prawej, a tu nagle wylania sie suueper widok. Od razu mozna zorientowac sie ktore miejsca sa atrkacyjne bo jest tam mnostwo turystow, i ciezko sie przebic do barierki, jesli dzieje sie cos atrakcyjengo trzeba urzywac barkow. Dobrze ze Andrzej jest wysoki i patrzac ponad tlumem wie z ktorej strony jest najlepszy widok, a Danusia znacznie mniejsza od wiekszosci, wiec moze z latwoscie przebijac sie pod nogami turystow zeby uzyskac strategiczna pozycje:) Umiejetnosci te sa pomocne w pociagach, ale w szczegolnosci przydaly sie, w miejscach gdzie mozna bylo zobaczyc wiloryby. Otoz Nasi Kochani czytelnicy, oprocz kangura w ten weekend zobaczylismy rowniez WIELORYBA! W sumie to wiedzilismy plamki wydostajace sie co jakis czas na powierzchnie ocenu, ale nie mamy watpliwosci ze byly to WALENIE, wystarczylylo posluchac reakcji publliczosci. Ooooooo, Uuuuuuuu, Oooooo, Uuuuu.... I juz bylo wiadomo co sie dzieje. Karolina czytajac nasz opis pewnie i tak twierdzi ze prawdziwe Walenie mozna rowniez spotkac w Poslce, ale jednoznacznie stwierdzamy ze te Australijskie sa znacznie bardziej przyjemniejsze:) [przy okazji pozdrowienia dla calej trojcy K.] Niestety do wiekoszsci prakow mozna wjechac samochodem, i niektore osoby sa tak przywiazane do swojego auta ze nawet kiedy dojada do celu wycieczki  nie wysiadaja z wozu, w sumie to po  co, w koncu z samochodu wszystko jest takie same... Moze my tez tak powinnismy zaczac podrozowac...


 


W drodze do Manly... [ F by A]                            



 


Ten widok znaja chyba wszyscy... Opera + Harbour Bridge [F by D]



 


Skala z ktorej obserwowalismy wieloryby.  Andrzej stwierdzil ze z daleka bardziej mu sie podoba. [ F by D]



 


Lifeguard Andrzej, nic dodac nic ujac... [F by D]                                          



 


Ocan i surferzy. Hmm czego chciec wiecej... [F by A+statyw]



 


Grozne Sydney...Az strach sie bac... [F by A]         



 


Opera noca [ F by A]            



 


Harbour Bridge noca [F by A]                            



 


 Pod koniec wycieczki niektorzy byli tak zmeczenie, oczywiscie iloscia wrazen, ze musieli sie znieczulic.... [F by D]




30.06.09


Link 30.06.2009 :: 11:01 Komentuj (2)

Kochani, jak zapewne sie zorientowaliscie nasz blog zostal upiekszony. To zasluga boskiego Krola Zapaly:) Dziekujemy bardzo Karolku za pomoc !!!!


Bardzo sie cieszymy ze nie zapomnieliscie o nas i jest nam bardzo milo czytac Wasze opisy, komentarze. Dziekujemy zarowno tym najmlodszym jak i troche starszym czytelnikom:) Czekamy z utesknieniem na wiadomosci od Was!


A teraz zgodnie z tradycja kilka slow odnosnie zycia w Asutralii. Jutro Andrzej zaczyna prace!!! Wszyscy sie z tego bardzo cieszymy Hip hip huuurrra!!! chyba trzeba to bedzie jakos uczcic australijskim winem;) Danusia natomiast w czwartek ma rozmowe kwalifikacyjna, poniewaz przeszla przez I etap rekrutacji, teraz moze sie zaprezentowac swoim pracodawca na zywo. Chyba po raz pierwszy bedzie uczestniczyc w tak profesjonalnie przygotowanej rozmowie, wiec mamy nadzieje ze bedzicie mocno trzymac kciuki. Zawsze wsparcie sie przyda!!!


Dzis do wygrania w australisjkim lotto jest 90 milonow $$$!!!! WOW, kupa KASY !!! Nie udalo nam sie przy porzedniej kumulacji, kto wie moze tym razem szczescie nam dopisze!!! Oczywiscie damy Wam znac jak wygramy. A moze jednak nie... Jeszcze bedziemy musieli sie dzielic... Musimy powaznie przemyslec jakie rozwiazanie bedzie korzystniejsze:)


 



2.07.09


Link 02.07.2009 :: 13:44 Komentuj (1)

 


Dzisiaj Danusia przez chwile miala okazje poczuc sie jakby naprawde byla Azji. Zupelnie przez przypadek trafila do Chinatown [wiedzielismy ze istanieje taka dzielnica w Sydney, ale zawsze bylo nam jakos nie po drodze zeby ja odwiedzic]. Na poczatku ogarnia Cie gleboki szok, poniewaz zupelnie niespodziewanie przed oczami "wyrasta" chinskie miasto. Doslowanie w jednej sekundzie w kolo pojawia sie setka azjatow, kazdy gdzies sie spieszy, cos niosie lub ciagnie, i bardzo szybko przebiera nozkami, zeby zdazyc na czas. Mozna sie poczuc jak w mrowisku, ale kiedy nie masz zadnego zajcia, i nie musisz nigdzie szybko podazac, czujesz sie jakos dziwnie wyobcowany... Po chwili w podziemiach supermarketu pojawia sie wielki stragan, troche przypomina stadion dziesieciolecia lub bazar rozyckiego za satrych dobrych lat... W srodku mnostwo ludzi, kazdy cos krzyczy, macha rekami, robi dziewne miny, a mozna tu kupic wszystko; od warzyw, owocow przez ubrania, buty do suvenirsow. Oczywiscie wszystko oficjalnie chinskiej produkcji. Dodatkowo na dosc malej przestrzeni mozna zliczyc kilkadziesiat restauracji fundujacych jedzenie - oczywiscie azjatyckie, ale chyba najbardziej zagubionym mozna sie poczuc, kiedy patrzysz na bilbordy dookola - z kazdej strony atakuja informacje w jezyku chinskim. Patrzysz na te "obrazki", i zaczynasz sie zastanawiac; co tak tam naprawde jest napisane??? po chwili uswiadamiasz sobie, ze przeciez jestes w Sydney a to podobno anglojezyczne miasto... Mijasz kolejne skrzyzowanie i jestes juz w "normalnym" swiecie, odwaracasz sie za siebie, zeby upewnic sie czy przypadkiem nie miales jakiegos przewidzenia, ale wszystko wydaje sie w porzadku, wiec wracasz z dalekiej podrozy z Azjii do "normalnej" rzeczywistosci...



05.07.09


Link 07.07.2009 :: 11:36 Komentuj (4)

Po meczacym tygodniu, szczegolnie dla Andrzeja, ktory w sobote pracowal 12 godzin, przyszedl czas na niedzielna relaksujaca wycieczke!!!


Malgosia i Krzysztof zabrali nas tym razem do Wattamolli – miejscowosci na poludnie od Sydney. Juz od samego pocztaku wycieczki mielismy spro wrazen. Po pierwsze


Andrzejowi udalo znalesc sie kupy misia koali!!! Kto staje sie ich wlasciscielem szczescie nigdy go nie opuszcza, i w naszym przypadku przepowiednia sie sprawdzila..


Piekna pogoda, sliczne wiodoki i woda w oceanie cieplejsza od Baltyku, hmmm czego chciec wiecej!!! Bushwalk ktorym mielismy okazje sie przechadzac, zaczyna sie w miejscowosci przepieknie polozonej miejscowosci Wattamolla gdzie rzeka wplywa do ocenu, oprocz przepieknych plaz jest rowniez sporo zieleni i elektryczne barbecus jesli ktos chcialby urzadzic sobie piknik. My tym razem jednak zdecydowalismy sie na aktywny wypoczynek slodkie lenistwo przy barbecu zostawialismy na nastepny weekend [juz nam slinka cieknie na sama mysl o jedzonku z grilla; jummy!!!]. Ale wrocmy do naszej trasy; ktora prowadzi wzdluz ocenu,  przez wysokie klify do do dwoch dzikich i bezludnych plaz Marly. Wychodzac z samochodu nawet nie spodziewalismy sie, ze bedziemy miec okazje zobaczyc takie niesamowite widoki. Po prostu zapierajace dech w piersiach [szczegolnie DanusiJ].  Podczas naszej wedrowki nasz poszukiwacz australisjkich przygod - Andrzej,  stal sie rowniez szczesliwym posiadaczem a raczej znalazca kokosa.  Po dluuugiej szarpaninie, i mozolnym odrywaniu kwaleczka po kawalaeczku, udalo mu sie dostac do bialego miaszu oraz mleczka, jednak dluga podroz w wodach ocenu wplynela negatywnie na smak egzotycznego orzecha. Danusia wyplula go po pierwszym kesie, a Andrzej wspaniale udawal, ze mu smakuje i nawet zjadl caly kawalek. Niestety smak koksa nas zawiod, a przynajmniej daleko mu bylo do wirokow koskowych z batonika Bounty:) Moze kolejna proba bedzie bardziej udana... A teraz przyszedl czas na najwazniejsza informacja z dnia dziejszego; Andrzej po raz pierwszy wskoczyl do Pacyfiku!!! Pomimo tego ze kompletnie nie przygotowalismy sie do kapieli w ocanie, Andrzej nie przepuscil wspanialej okazji i dal nura do wody. Krzysztof stwierdzil, ze dla niego „takie eksecysy, skonczylyby sie atakiem serca”. Dzieki Bogu Andrzej jest mlody, zdorwy i silny, wiec po wyjsciu z wody czul sie jak nowonarodzony:)


 


Kupy koali daja wiele szczescia, jak widac na zalaczonym obrazku [F by D]



 


 Wattamolla [F by A]


 


 


 


 


 


Rzeczki, strumczyki i potoczki nie sa zadna przeszkoda dla Danusi [F by A]



 


 


Ciekawe, co jest w srodku... [F by D]



 


 


Achhhhh [F by A+statyw]



 


 


Dzielna Danusia zrobi wszystko dla ladnego widoku:) [F by A]



 


 


To to HOP do wody!!! [F by D]



 


 


Powitanie ocenu w wykoniu Danusi [ F by A]


 


 


 


Stopki Danusi [F by D]



 


 


Profesjonalna rozgrzewka przed kapiela [F by D]



 


 


 


UWAGA, UWAGA !!!


Ponizsze zdjecia sa dozwolone dla uzytkownikow powyzej 21 roku zycia!!! Ich ogladanie grozi silnymi urazami psychicznymi. Czytlenicy przegladaja zdjecia na wlasna odpowiedzialnosc,  a autorzy nie zwracaja kosztow leczenia psychologicznego!!!!!!!!!!


 


Andrzej nie przpuscic zadnej mozliwosci kapieli w oceanie [F by D]


darmowy hosting obrazków


 


 


Andrzej walczy z falami, a Malgosia, Krzysztof i Danusia z atakiem smiechu:) [F by D]


darmowy hosting obrazków


 


 



06.07.09


Link 07.07.2009 :: 12:20 Komentuj (0)

 


Juz Wam wspominalismy ze Australijczycy sa bardzo mili i pomocni, ale ostanio wrecz zasakauja nas swoja uprzejmoscia. Kilka dni temu Andrzej kupil specjalne buty do pracy, i dopiero nastepnego dnia w trakcie malowania zorientowal sie, ze jeden but nie ma wkladaki. Postanowil, wiec od razu udac sie do sklepu, zeby zglosic ten fakt,  jednak zapomnial najwazniejszej rzeczy czyli dowowodu zakupu!  Ku naszemu zaskoczeniu Pani bez zadnego problemu dala Andrzejowi brakujaca czesc. Nawet nie dopytywala sie za bardzo o pargon i nie robila problemow z powodu jego brakow. Myslimy, ze w Polsce nie poszlo by tak latwo. Od razu zostalbys oskarzony o krazdziez lub celowe ukrycie wkladki oraz wysluchlabys wyuczonej, i troche zbyt dlugie mowy pouczajacej  „ze paragon jest jedyna podstawa do stwierdzenia zakupu towrau”. W Australii ludzie sa jednak bardziej ufni a przede wszystkim znacznie bardziej ugodowi. Ale to jeszcze nie koniec, mamy dla Was kolejny przyklad, na dosc mile nastawienie do ludzi wsrod australijczykow. Co tydzien kupujemy bilet na pociag. Za kazdym razem wybieramy inny, poniewaz dostosowujemy polaczenia do planowanych wycieczek itp.  Danusia dzis sporo porszula sie po miescie poniewaz musiala zalatwic kilka rzeczy w roznych punktach Sydney. Po ciezkim dniu postanowila wsiasc do pociagu na stacji ktora mijala, innej niz zazwyczaj. W Sydney zeby wejsc na peron musisz przelozyc bilet przez bramke, dokladnie tak samo jak w warszawskiem metrze. Danusia wsuwa bilet a bramka wcale sie nie otwiera, wklada go po raz drugi i nic... Nagle widzi jak zbliza sie do niej kontroler i juz przed oczami pojawia sie straszny widok... Pomimo, ze jeszcze nie jest na terenie obejmujacym strefe biltowa pojawia sie strach w oczach i pytanie co teraz bedzie???  Szybko rozglada sie w ktora strone najlepiej uciec, jednka Pan zbliza sie coraz wiekszymi krokami,  zamykajac jakakolwiek droge ucieczki. Jednak wyraz jego twarzy jest bardzo mily, wyrazajacy raczje zatroskanie niz chec zmieszania Cie z blotem. Kontroler milo sie usmiecha i pyta co sie stalo? Danusia, wiec milo odpowiada, ze kupila bilet i nie wie dlaczego nie dziala. Pan patrzy na swistek po czym stwierdza; ze niestey bilet nie obejmuje tej stacji. Danusia byla tego zupelnie nie swiadoma, szczegolnie ze stacja byla na obsarze city a taki bilet kupila, wiec juz zaczelela odchodzic zrezygnowana , kiedy Pan stwierdzil ze to tylko jedna stacja, wiec nie ma problemu jesli wejdzie, i jeszcze na koniec zyczyl przyjemnej podrozy... Danusia byla w tak glebokim szkou, ze nie wiedziala co powiedziec, i jeszcze w dodatku miala okazje przejsc specjalna bramka dla vipow.


Tak w ogole w pociagach dosc czesto mozna spotkac mila i zabawna obsluge, ktora umila czas podrozy. Kazda stacja jak rowniez cala trasa jest zapowiadana przez kierujacego pojazd. Czasami kolejarze maja naprawde bujna wyobraznie i ukladaja rozne wierszyki lub spejclanie modeluja glosem. Mielismy okazje uslyszec zapowiedzo a’la dj na disco, a’la widowisko sporotowe „Ladis and Gentelmen this is a city railway servic...” oraz zapowiedzi z zaciaganiem. Takie informacje z glosnikow zawsze wprawiaja w mily nastroj:) Czekamy z niecierpliwoscia, kiedy zaczna puszczac muzyczke i wszyscy  beda tanczyc. Wtedy podroze beda naprawde przyjemne:)




Link 07.07.2009 :: 12:23 Komentuj (2)

W ostanich dniach mielismy problem z dostepem do internetu, poniewaz domowe poleczenie bylo zepsute.  Ponizej zamieszczamy zalegle relacje, zyczymy milej lektury i przepraszamy za opoznienie.


Sciskamy serdecznie D&A



08.07.09


Link 08.07.2009 :: 12:30 Komentuj (1)

Juz prawie miesiac mamy mozliwosc degustowania roznych potraw i produktow w Australii. Musimy przyznac ze wszystko smakuje tu zupelnie inaczej. Na poczatku tylko Andrzej narzekal ze wiekoszosc rzeczy jest jakies inna, ale od dluzszego czasu Danusia potwierdza jego zdanie. Juz wspominalismy o okropnym slonym pieczywie, ale to nie jedyna rzecz ktora ma inny smak niz w Polsce. Maslo, pomidory i sosy czesto rowniez zawieraja sol, a nie ma co ukrywac ze  kanapka  z; solonym chlebm, z solonym maslem, solonymi warzywami oraz solona wedlina nie moze smakowac dobrze...


Zebyc byc bardziej wiarygodnymi przytoczymy kolejny przyklad na odmiennosc produktow. Wczoraj Andrzej robil salatke i potrzebowal majonezu. Kiedy otworzylismy opakowanie [sloik z plastiku] nie moglismy powstrzymac sie, zeby sprobowac jak smakuje asutralisjki majonez. W pierwszej chwili konsumpcji, bylismy zupelnie zszokowani, i nie wiedzielismy co sie dzieje. Popatrzylismy na siebie dosc dziwnym wzrokiem, pozniej na etykietke, zeby upewnic sie czy oby napewno to jest odpowiedni produkt. Ale wszystko wydawalo sie normalne. Poza smakiem!!! Otoz majonez okazal sie tak slodki, ze bardziej przypominal polewe do lodow lub ciasta. Nie spodziewalismy sie zupelnie, ze roznica w smaku moze byc tak znaczaca. Nawet snikers ma zupelnie inna konststencje, a butelki coca- coli maja pojemnosc 1,25l. Wszystko w Asutralii jest zwariowane!!!!


 Na szczescie, mamy rowniez mozliwosci degustacji przepsysznych potraw i slodyczy, z roznych czesci swiata, wiec w sumie bilans wychodzi na zero. Sydney jest mieszanka wielu narodowsci. Na kazdym rogu mozna spotkac restauracje czy kawiarnie serwujaca potrawy z innej czesci globu. Wielokulturowosc widoczna jest rowniez na naszych zajeciach z angielskiego, jak juz wspominalismy mamy znajomych z Korei, Japoni, Tajlandi, Chin, Columbi, Brazylii.... Azjaci zawsze sie dziela wszystkimi potrawami. Jest to dla nich zupelnie naturalne, a my na tym korzystamy:) Czasami jedzenie ktore proponuja wyglada niezbyt apetycznie, ale nie mozemy w koncu caly czas odmawiac, wiec jesli cos wyglada smakowicie, lub opis patrowy nam odpowiad, kosztujemy troszke jedzonka. I jeszcze nigdy sie nie zawiedlismy!!! Dzis Danusia jadla czekoldowe tajlandzkie ciasteczka, i teraz przez caly czas je wspomina, oraz zastanawia sie gdzie mozna dostac takie pysznosci??? W koncu jako znawca slodyczowego swiata wie co jest warte zakupu;) Moze uda nam sie przemycic troche pysznosci rowniez dla Was. Ale pewnie za kilka lat Warszawa bedzie rowniez multikulturowym miastem, wiec wszystkie smakolyki bedziemy miec na miejscu.


mniam mniam...



11-12.07.09


Link 12.07.2009 :: 13:28 Komentuj (2)

Miniony weekend byl dosc spokojny. Niestey pogoda z nami nie wspolpracowala i musielismy ograniczyc nasze wyjscia.


W sobote Danusia uczestniczyla w profeslonajnym kursie parzenia kawy. Nikt z nas nie spodziewal sie, ze bedzie to tak fajne doswiadczenie! Przez ponad trzy godziny uczyla sie jak robic kawy podawane w kawiarniach. Od exspresso przez latte do capucciono. Danusia wrocila z kursu z wyjatkowo duza iloscia energii. Dwaka 13 kaw w ciagu trzech godzin moze niezle pobudzic do zycia!!! Najbradziej z faktu, ukonczenia  kursu przez Danusie, zadowolony jest Andrzej, ktory ma cicha nadzieje, ze codziennie bedzie popijac przepyszna kawke z pianka rozplywajac  sie w ustach. Juz teraz wiemy co chcielibysmy dostac na prezent slubny!!!


Kiedy Danusia pilnie uczyla sie parzenia kawy, Andrzej z Malgosia i Krzysiem przygotowali barbeque.  Oczywiscie nie moglo zabraknac steku z kangura!!! Poniewaz jeszcze nie mielismy okazji zbytnio zaprzyjaznic sie kangurami, wiec zjedlismy go bez skrupulow:) Naprawde bylo warto. Stek z kangura pierwsza klasa!!! Palce lizac!!!


Niedzielny poranek nie przywital nas ladna pogoda, obawialismy sie, ze nie uda nam sie wybrac na zadna wycieczke. Andrzeja od wczesnych godzin rozpierala energia, a brak mozliwosci rozladowania jej, odbil sie dratsycznie na szlafroczku Danusi. Na szczescie w okolicach poludnia sie rozpogodzilo i szlafroczek zostal ocalony:) Malgosia i Krzysztof postanowili nas zabrac do Dharug National Park w okolice Mill Creek. Po raz pierwszy na wycieczke pojachal z nami syn Malgosi i Krzysztofa - Michal, ktory podczas marszu, udzielal nam wielu interesujacych rad odnosnie jezyka angielskiego/australijskiego. Nie mielsmy okazji zobaczyc zbyt wielu przepieknych widokow, ale za to poznalismy australijski busz i jego kwiorzerczych mieszkancow - pijawki!!! Nie padlismy ofiara tych okrutnych stworzen choc nie wiele brakowalo...


 W drodze powrotnej wstapilismy do jednej z ulobionych restauracji Osostowiczow serwujacej klasyczny zestaw fish&chips, ktore z przyjemnascia skonsumowalismy. Rybki i frytki byl bardzo swieze i chrupiace. Jak to mowia australijczycy  - Jummy!!! Z pewnoscia tam wkrotce wrocimy na kraby i kalmary.


 


Andrzej zaprzyjaznia sie z szlafroczkiem Danusi [F by D]



 


Podczas oczekiwania na prom Danusia kontroluje dlugosc kolejki. [F by A]



 


Zdjecia z samochodu. [F by A]



 


Mroczny busz, a w nim dzielna Danusia. [F by A]



 


Czy cos tam zyje??? [F by A]



 


Michal z niecierpliwoscia oczekuje, kiedy ruszymy w droge. [F by A]



 


Danusia podziwia swoj nowy domek. [F by A]




15-16.07.09


Link 17.07.2009 :: 13:17 Komentuj (0)

Z kazdym dniem pozajemy coraz lepiej mieszkancow Australii, i nie chodzi nam tylko o ludzi, ale rowniez o inne zyjace stworzenia - zwierzatka:) Pisalismy juz o krwiozerczych piraniach, ktore mialy wielka ochote, skosztowac czystej polskiej krwii.  Kilka dni temu, podczas porzadkowania ogrodu, Andrzej mial okazje zaprzyjaznic sie z pajakiem. Danusi od samego patrzenia na jego zdjecie [oczywiscie Andrzejek nie mogl przepuscic takiej okazji, i musial sfotografowac to okropne stowrzenie] robia sie ciarki na calym ciele!!!! Juuky!!! Na szczescie pajak wcale nie mial ochot, na smakowanie przybyszow z polski, pewnie dlatego, ze nie byla to zadna grozna odmiana. Dostalismy od Michala ksiazke, z wszystkimi gatunkami zwierzat ktore wystepuja w Australii, i co ciekawe wiekszosc malych i niepozornych stworzen jest niezebieczna!!! no moze za wyjatkiem rekinow i meduz.


Zorientowalismy sie rowniez, ze Ausralijczycy nie pija mocnych trunkow!!! Wiekszosc piw ma pojemnosc 0,3, a na sklepowych  polkach sa glownie wina i likiery. W czwartek Danusia zegnala jedna kolezanke ze szkoly, ktora  wkrotce wraca do kraju. Organizatorka pozeganlej imprezy zaoferowala sie, ze ugotuje rozne pysznosci, ale kazdy musial zatroszysc we wlasnym zakresie o alkohol. Kilka osob zadeklarowalo ze przyniesie wina, wiec Danusia stwierdzila ze kupi australijskie piwo - Foster. I co sie okazalo, wiekosc osbob nie pila jeszcze w swoim zyciu piwa!!! ale najciekawszy jest powod - dlaczego???  poniewaz uwazaja ze jest dla nich za mocne!!! Kiedy Danusia uswiadomila ich, ze w Polsce pija sie wodke, ktora ma ok.40%, wszyscy zrobili wilkie oczy, i dziwili sie jak my jestesmy w stanie to przezyc:) No coz, wiekszosc z nas jeszcze zyje i chyba ma sie calkiem niezle:)


Wstretny pajak - nowy przyjaciel Andrzeja [F by A]




17.07.09


Link 17.07.2009 :: 13:29 Komentuj (5)

W koncu weekend!!! Miniony tydzien byl dla nas dosc meczacy, spora ilosc zajec i obowiazkow, niestey nie pozwolila, na systemetyczne opisywanie wszystkich wydarzen. Ale przyszedl czas na odpoczynek oraz nadrabianie zaleglosci:)


Dzis postanowilismy sprobowac jednego z narodywch sportow australijczykow - jazdy w sklepowych wozkach. Idac do supermarketu, na kazdym rogu lezal samotny, porzucony wozek, wiec az sie prosilo zeby do niego wsiac i pooojechac. Nie moglismy przepusicic takiej okazji!!!! uliczki byly puste, wiec nie bylo niebezpieczenstwa rozjechania jakiegos przechodnia. Na pierwszy raz zdecydowalismy sie na mniej extremalna wersje, czyli jazde po plaskim terenie, na zjazdy z gorek przyjdzie jeszcze czas:) Pierwsza proba mozna zaliczyc do udanych, mamy sie dobrze i wszystkie zeby sa jeszcze na miejscu:)


 


Danusia gotowa do jazdy [F by A]



 


Aaaaa!!!! ratunku!!!! [F by A]



 


A tak sie koncza takie zabawy:) [F by A]



 



18.07.09


Link 18.07.2009 :: 13:44 Komentuj (2)

Po dlugich i burzliwych dyskusjach, gdzie powinnismy dzis pojechac na wycieczke, Malgosia i Krzysztof postanowili zbrac nas na spacer prowadzacy z Taroonga Zoo do Balmoral Beach. Pomimo, ze trasa miesci sie w Sydney, zupelnie nie odczuwa sie pobytu w miescie. Sciezka prowadzi przez bush wzdluz wybrzeza, a ptaszki wesolo cwierkajac umilaly nam droge.


Przez caly czas moglismy podziwiac wypasione jachty, zeglujace po zatoce, oraz luksusowe rezydencje z widokiem na city, za 17 milonow dolarow australijskich. Moze w przyszlosci bedziecie mogli nas odwiedzic w takiej posiadlosci:) Po drodze mijalismy rowniez male urokliwe plaze, a poniewaz slonko swiecilo mocno, az chcialo sie wskoczyc do wody, tylko troche nas powstrzymywala temperatura wody oraz znaki ostrzegawcze o atakach rekinow...


Po troszke meczacym spacerze, moglismy zregenerowac nasze sily, podczas przepysznego lanchu przygotowanego przez znajomego Ostostowiczow - Jurka. Picnic w pieknej scenerii, to idealny sposob na zakonczenie kazdej wycieczki!!! Bawilismy sie tak dobrze, ze nasze ucztowanie przedluzylo sie do zachodu slonca.


 


Danusia z wiatrem we wlosach, a'la Bollywood:) [F by A]



 


Zolwik i Zyrafa w Sydney:)  [F by A]



 


Biec, ciagle biec w storne Sydney:) [F by A]



 


Mielsmy rowniez okazje ogladac rugby [F by A]



 


Andrzej zbyt duzo napatrzyl sie na rugbistow [F by Kris]



 


Romantyczny spacer po plazy [F by A]




21.07.09


Link 20.07.2009 :: 11:56 Komentuj (3)

Ostanio Andrzej coraz czesciej mysli nad rozkreceniem jakiegos wlasnego biznesu, w Polsce, ktory przynioslby milonowe zyski:) oraz mozliwosc zakupienia posiadlosci w najbogatszej dzielnicy Sydney, a moze po prostu schroniska w polskich gorach...


Wszystkie Andrzejowe pomysly, zwiazane sa glownie z kulinarami - te roznice sa zdecydowanie najbardziej zauwazalne. Pierwszy patent to; eklektryczne barbecque w parkach. Wkladasz  monete i mozesz wrzucac miesko na blache. W Australii takie rozwiazanie sie sprawdza, i co najwazniejesze jest bezpieczne!!! Mozesz biesiadowac nawet kiedy jest zagrozenie pozarowe... Jednym slowem nic nie moze przeszkodzic w swietnej imprezie na swiezym powietrzu oraz uzytkowaniu sprzetu. Kolejny pomysl to rolki sushi. W Sydney na kazdym rogu  mozesz kupic rolke sushi za 1,2$. Jest to super przekaska: smaczna i pozywna. U nas  sprzedaja gorace kanapki a tu sushi. Ten pomysl bardzo sie nam spodobal szczegolnie, ze sushi jest teraz dosc popularne w Polsce, no i przede wszystkim sami jestesmy smakoszami. Jak przyjedziemy; kupujemy lodowe, rozkrecamy produkcje i ruszamy na miasto:)


Jednak nie tylko Andrzej czerpie pomysly z codziennego zycia w Sydney. Ostanio rowniez Danusia wpadla na calkiem niezly pomysl. Do jej grupy dolaczyl Niemiec i Wloch, wiec sila rzeczy stworzyl sie "europejski trojkat":) Poniewaz wszyscy poszukujemy pracy, wpadlismy na pomysl, ze moze otworzymy restauracje. Niemiec bedzie odpowiedzialny za piwo, Wloch za przyzadzanie pizzy, pasty i innych wloskich specjalow, a Danusia hmmm bedzie zarzadzac calym przedsiewzieciem. W koncu ktos musi kontorlowac biznes:)


Oczywiscie wszystkie pomysly sa zastrzezone!!! Nie chcemy zadnej podstepnej konkurencji, a jesli ktos jest zainteresowany moze ew. wejsc z nami w spolke:)



25-26.07.09


Link 26.07.2009 :: 14:16 Komentuj (2)

Ten weekend minol nam pod znakiem imprezy. Impreza, impreza!!!!:)


Zaczelo sie w sobote od imprezy u Grega - jednego z nauczycieli Danusi. Tak, tak to taki fajny nauczyciel, ktory robi przyjecie u siebie w domu i zaprasza wszystkich studentow (szkoda, ze w Polsce nie mielismy takich wykladowcow). Na poczatku Andrzej byl zaskoczony jego wiekiem i prezencja, poniewaz z opowiadan Danusi wynikalo, ze jest to wyluzowany, mlody koles. I wszystko sie zgadzalo poza wiekiem [foty ponizej wszystko wyjasnia]. Na party mielismy okazje asymilowac sie z Ozikami [rodowitymi australijczykami] oraz poznac kulture i zachowania pozostalych mieszkancow globu. Gregor jest do tego stopnia zwariowany, ze jednym z jego dobrych kumpli jest kierowca nocnej lini autobusowej, ktora zazwyczaj wraca do domu po ciezkiej nocy... [oczywiscie driver uczestniczyl w przyjeciu]. Bardzo zaskoczyl nas fakt, ze niektore osoby byly po raz pierwszy w swoim zyciu na imprezie!!! Do tego stopnia ze jeden z Koreanczykow, nie wiedzial jak zachowywac sie w takej sytuacji. Musial brac lekcje doszkalajace: jak powinien sie ubrac, a przede wszystkim co w ogole robi sie podczas takiego wieczoru??? Hmm... zastanowmy sie ile mielismy lat kiedy uczestniczylismy w swojej pierwszej imprezce??? pewnie kilka miesiecy. W koncu wiekoszosc z nas miala huczne chrzciny. A niektore "imprezowe dzieci" znaly tylko jedna piosenke "sto lat, sto lat..."


Party mozna zaliczyc do udnaych. Co najwazniejsze bylo dobre jedzonko z barbeque, trampolina do spalania kalorii oraz niezapomniane efekty specjalne w  postaci malego pozaru w kuchni:)


W niedziele natomiast Krzysztof urzadzal swoje imieniowe przyjecie. Przygotowania rozpoczely sie juz na dwa tygodnie przed, ale jak zawsze niedzielny poranek byl stresujacy - obawialismy sie, czy ze wszystkim zdazymy. Bylo oczywiscie mnostwo jedzenia:  barbeque, sushi - wyprodukowane przez Andrzeja, salatki, ciasta - zrobione przez Danusie itp. Na szczescie wszystko sie udalo a goscie zazdroscili Malgosi wspanialych pomocnikow:)


 


Na spacerku w poszukiwaniu australijskich zwierzakow. [F by A]



 


Parowko-kielbaskowy master. [F by D]



 


Szalona Danusia i trampolina [F by A]



 


Andrzej w innym stanie swiadomosci;) [F by D]



 


Uwodzicielskie spojrzenie Grega. [F by A]



 


Gorace tosciki z serem. [F by D]



 


Malgosia i jej przepyszne szaszlyki. [F by A]



 


Barbeque master nigdy nie opuszcza swojego stanowiska. [F by D]



 


Przemowa solenizanta. [F by A]




youtube


Link 28.07.2009 :: 04:58 Komentuj (4)

Kochani, dzieki naszemu wspanialemu Krzysztofowi, mozecie ogladac filmki z kilku naszych wycieczek na youtoube.


Na poczatku jestemy troszke zestresowani obecnoscia kamery-a szczegolnie Danusia, ale z kazdym ujeciem sie rozkreacmy:)


W niedalekiej przyszlosci mamy zamiar umiescic kolejne czesci naszych australijskich przygod, o czym oczywiscie Was poinfromujemy.


Zyczymy milego ogladania.


Czesc 1:


http://www.youtube.com/watch?v=2AHjYaYaq-c


Czesc 2:


http://www.youtube.com/watch?v=JRsp7caJD0w


 



29.07


Link 30.07.2009 :: 12:11 Komentuj (0)

Caly czas, staramy sie, poznac mozliosci naszego aparatu. W koncu nie mamy naszego sprzetu zbyt dlugo, wiec jeszcze sporo nauki  i odkryc przed nami. Kilka dni temu ''naszlo" Andrzeja na wieczorne zdjecia, a poniewaz Danusia nie miala mozliwosci odmowy, wybralismy sie krotka, wieczorna przechadzke ulicami Doonside [niestety kolacja wygrala i musielsmy wracac do domu]


Oto efekty naszych zabaw z aparatem:)


 


Wieczorne widoki na skrzyzwoaniu Knox Rd i Richmond Rd [F by A]



 


A to my:) przed domem na 227 Knox Rd [F by A]



 


 



30.07.09


Link 30.07.2009 :: 12:59 Komentuj (2)

Pod koniec kazdego miesiaca grupa Danusi wybiera sie na wycieczke. Tym razem klasa postanowila poznac, studencka czesc miasta - wybralismy sie do Uniwerstytety Sydney. Kto wie moze za jakis czas, my rowniez bedziemy absolwentami tej uczleni. Medycyna, prawo, informatyka oraz inne kierunki stoja otworem. Wiec lepiej poznac uniwersytet "za wczasu", po co bladzic po korytarzach w przyszlosci:)


Przez caly czas, mielismy mozliwosc, poglebiania naszej wiedzy jezykowej.  Kowersacje w jezyku angielskim oraz poprawianie bledow w ogloszeniach na slupach, to swietny sposob na utrwalanie wiedzy. Niezwykle spostrzegawcza grupa Danusi, zaobserwowala ze wiekoszsc informacji umieszczanych w miejscach publicznych, ma mnostow bledow. My jako pilni studenci angielskiego, nie mozemy pozwolic na rozprzestrzenianie sie niepoprawnego jezyka!!! Kazdy wzial dlugopis w dlon i poprawial co sie dalo:)


 


Kazdy poprawia, nauczyciel tez, kto znajdzie najwiecej bledow ten wygrywa! [F by D]



 


Ogloszenie po wstepnych poprawkach... [F by D]



 


Danusia z dziwczynami z grupy. Wbrew pozora kazda jest z innego kraju. Sami mozecie dopasowac do ktorej narodowosci Wam odpowiada. Do wybor: Japonka, Koreanka, Tajlandka oraz Polka. [F by M]



 


Na niektorych zbyt duza dawka kawy, podzialala za mocno [F by Izaku]



 


W takich warunkach kazdy by sie chcial uczyc. Ladny budynek, park, basen, kort tenisowy i jeszcze rzad daje studentom $200 tygodniowo. [F by D]



 


Grupa Danusi, niestey nie w pelnym skladzie;( [F by D]



 


Danusia dosc szybko zaprzyjaznila sie z Uniwersytetem w Sydney [F by Mary]



 



1.08.09


Link 02.08.2009 :: 13:13 Komentuj (4)

W koncu udalo nam sie dotrzec do Blue Mountains, droga byla dluga i ciezka ale bylismy dzielni!!! Odkrylismy ze Blue Mountains, sa naprawde niebieskie!!! i to wcale nie zadna sciema ani zaden fotomontarz. 


Odwiedzilismy Wentworth Falls, z ktorego prowadzi przepiekny szlak przez klify i wodospady. Czasami moglismy sie poczuc jak w Nowregii, a zaraz za zakretem zaczynaly sie kaniony rodem z Ameryki. Co tu duzo opisywac, jednym slowem Rewela!!!


 


 


Na poczatku naszej wyprawy, pelni energii i szczesliwi:) [FbyA]



 


Widok jak z pocztowki, takie sa wlasnie Blue Mountains, nic dodac nic ujac [FbyD]



 


Nagrzewanie na sloneczku [FbyA]



 


Gdy strumyk plynie z wolna.... [FbyD]



 


Na szlaku trzeba bylo uwazac na spadajace kamienie:) [FbyA]



 


Mroczne, asutralijskie papugi [FbyA]



 


Wentworth Falls [FbyA]



 


Po przejscu calej trasy, Andrzej mial nadal mnostwo energii [FbyD]




08.08.09


Link 09.08.2009 :: 06:18 Komentuj (4)

Jak co tydzien,  przyszedl czas na releksujaca wycieczke. Wyruszylismy na poludnie do nadmorskiej miejscowosci Wollongong. Jest to trzecie co do wielkosci miasto stanu, ale porownujac go do Sydney miejscowosc wypada blado...


Ekscytujaca byla sama podroz do Wollongong, poniewaz jechalismy, nowowybudowana droga, prowadzaca wzdluz, a czasami nawet nad lustrem wody Oceanu. W trakcie podrozy samochodem jest ryzyko, ze jesli za bardzo sie wychylisz za okno, mozesz stac sie szybko przekaska dla rekina:) Podroz przez Sea Cliff Bridge, bardzo nam sie podobala, i zalujemy, ze nie mamy takich drog w Polsce. Wtedy kazda podroz bylaby znacznie przyjemniejsza... Moze w przyszlosci...


Sama miejscowosc Wollongong nie byla zbyt interesujaca, choc nieduzy, uroczy port rybacki, i dluuugie australijskie plaze, moga wynagrodzic wszystko!!!


Podczas wycieczki zaprzyjznilismy sie rowniez, z nowym zwierzakiem, a raczej ptakiem - Pelikanem, ktorego dziob byl wiekszy od reki Danusi:) Szkoda tylko, ze jeszcze Kangury, nie zechcialy z nami nawiazac przyjazni...


 


 


UWAGA!!! KONKURS


i po konursie...





1. Danusia chwali sie : Bicepsem, Nową Fryzura i Latającym Corvaxem ;D [opis by Staszek] [F by A]



 


2. Strasznie fajne drogi ale barierki nie dla kurdupli [opis by "jak wygram to powiem"] [F by A]



 


3. ...i wtedy z oceanu wynurzyla sie piekna Syrena... [opis by "Monachium"] [FbyD]



 


4. Yattapelicano !!! [opis by "jak wygram to powiem"] [F by A]



 


5. Andrzej szturmuje działo - niczym Bartosz Głowacki w Bitwie pod
Racławicami, tylko mu czapkę zwiało. [opis by Staszek] [F by D]



 


6.  Raz dokoła, raz dokoła... [opis by Asia, mama] [F by D]





Link 15.08.2009 :: 13:29 Komentuj (0)

Po dlugich naradach dwuosobowego jury, oglaszamy wyniki konkursu - opisy zostaly umieszczone przy zdjeciach wraz z nazwa urzytkownika. Nagrody wyslemy poczta:)


Dziekujemy wszystkim za udzial w naszym konkursie, wszystkie Wasze pomysly bardzo nam sie podobaly i podczas ich czytania mielismy "banany na twarzach".


 



Archiwum

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec


Linki

Zdjecia Krzysztofa
Panoramki
Karol Zapała

Księga gości

Wyślij wiadomość

Załóż bloga

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl